Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Księga ocalenia
16 lutego 2010



Produkcja: USA
Rok produkcji: 2010
Gatunek: Przygodowy
Reżyseria: Allen i Albert Hughes
Scenariusz: Gary Whitta






Rok 2044. Postapokaliptyczny krajobraz zniszczonej Ameryki przemierza Eli - samotnik i wolny strzelec. Mężczyzna jest w posiadaniu tajemniczej księgi, w której znajduje się "klucz" i wiedza niezbędna do ocalenia ludzkości. Podczas podróży bohater trafia do małego miasteczka zarządzanego przez burmistrza - tyrana Carnegie. Despota, chcąc przejąć totalną władzę nad ludźmi za wszelką cenę próbuje wejść w posiadanie księgi. Na drodze Eliego staje również niezwykle seksowna dziewczyna o imieniu Solara.


Filmy takie jak "Księga ocalenia" powstają wtedy, kiedy ktoś bardzo ale to bardzo chce zrobić film ale nie ma na to absolutnie żadnego pomysłu. Uczynić biblię głównym bohaterem swojej historii to rzecz nie tylko odważna ale i odpowiedzialna jako że na świecie żyje około 1 miliard 200 milionów Katolików i dla wielu z nich ta księga jest świętością samą w sobie. Nie tylko ze względu na pochodzenie ale i na siłę oddziaływania. Bracia Hughes właśnie to postanowili uczynić przewodnim wątkiem swojego filmu. Pomysł to wcale nie głupi i można by nawet powiedzieć szlachetny. Biorąc jednak pod uwagę w jaki sposób produkcja wykorzystała posiadany potencjał mogłaby równie dobrze opowiedzieć o ostatniej na świecie książce kucharskiej. Denzel Washington który w perfekcyjny sposób kultywuje swoją spadkową formę aktorską znów pojawia się w roli dwuznacznej mimo to pozytywnej i bohaterskiej. W wielu kreacjach lepszych lub gorszych można go było oglądać ale na apostoła to on się wybitnie nie nadaje. Jego bohater Eli jest w posiadaniu prawdopodobnie ostatniego na świecie egzemplarza Biblii. Podróżuje on przez zniszczony nuklearną wojną świat szerząc tu i ówdzie słowo Boże. Jego oklepany zestaw min jak po miesięcznym kursie aktorstwa w pałacu młodzieży wcale nie świadczy o randzie jego misji. A misja to odpowiedzialna i niezwykle niebezpieczna jako że zniszczony świat i żyjący w uwłaczających warunkach ludzie potrzebują znów wiary. Fakt ten chce wykorzystać Carnegie - w tej roli Gary Oldman. Facet jest ogarnięty obsesją na punkcie władzy i przejęcia kontroli nad ocalałą resztką ludzi. Aby to uczynić musi zdobyć Biblię i za pomocą jej słowa zdobyć rząd dusz. Z tak ciekawie zapowiadającej się fabuły wyszedł tak tępy film, że aż żal. Jak można popaść w taką beznadzieję mając niezły pomysł i takie nazwiska do wykorzystania? Można, jeżeli oprócz atrakcyjnej warstwy wizualnej nie ma się widzowi nic do powiedzenia. Kilka minut zamieszania, trzy strzelaniny i trochę machania nożami nie pokona wszechobecnej nudy i niekonsekwencji. Pomijam już fakt że twórcy nie mieli nawet pomysłu na to jak film mądrze czy choćby efektownie zakończyć dlatego okazuje się że Biblia była napisana językiem Braile'a a Eli... znał ją słowo w słowo na pamięć aby w razie jej utraty przekazać treść potomnym (sic!). Tak istotny i ważny wątek jakiego podjęli się bracia Hughes nie ma żadnego przekładu na akcję. Nie ma żadnego napięcia i najzwyczajniej w świecie nie sposób poczuć wagi sytuacji. Bezbarwna, bezpłciowa i do tego smętna opowiastka która w rękach sprawnego reżysera zapewne przemieniłaby się w widowiskową walkę o fundamenty ludzkiej egzystencji.


Film o Biblii i wierze nakręcony bez jakiejkolwiek wiary. Smutny paradoks

Marcin Kawa, FilmNews





Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka