Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Avatar
16 lutego 2010



Produkcja: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2009
Gatunek Przygodowy
Reżyseria: James Cameron
Scenariusz: James Cameron






Wieść o powrocie Jamesa Camerona do filmu fabularnego, po 12 latach przerwy, zelektryzowała chyba każdego kinomana. Terminator, Aliens, Otchłań czy Titanic wyznaczyły technologiczne standardy i ujmowały zawartym w nich ładunkiem emocjonalnym. Mimo, że historie zawarte w w/w produkcjach opowiadane były w różny sposób i nie były wolne od błędów to zawsze ich fundamentem była precyzyjne nakreślona wizja oraz utożsamienie się z bohaterami. Czy był to komandos z przyszłości chroniący kobietę, której syn będzie bronił ludzkiego gatunku czy młodzi kochankowie, którzy walczą o przetrwanie po zderzeniu statku z górą lodową - ich los nigdy nie był dla widza obojętny. Cameron nie posługuje się zbiorem pacynek w kukiełkowym teatrzyku, starając się by wymyślone przez niego twory przypominały ludzi z krwi i kości walczących z przeciwnościami losu, mimo sytuacji bez wyjścia. Odpowiednie zabiegi narracyjne i poświęcenie sporej ilości czasu ekranowego na prezentację postaci, sprawiały że nabierały one humanoidalnego kształtu (kto się nie wzruszył w końcowej scenie Terminatora 2, gdy maszyna dokonuje samozniszczenia?). Dzisiaj, w dobie mechanicznej rozrywki, gdzie efekty specjalne przesłaniają nie tylko bohaterów, lecz także całą treść (o ile w ogóle ktoś pokusi się o jej wprowadzenie) powrót Jamesa Camerona wydaje się zbawienny, zważywszy na fakt, że jeszcze nigdy nie zawiódł pokładanych w nim nadziei.


Tak jest i tym razem, bowiem Avatar jest wzorcowym wykładnikiem powyższych założeń reżyserskich. Miejscem akcji jest planeta Pandora zamieszkana przez rdzennych mieszkańców Na'vi, żyjących w symbiozie z naturą. Ów odległy ląd kryje w sobie niezwykle cenny minerał, który ludzie za wszelką cenę chcą pozyskać. Jednym z wysłanników jest sparaliżowany od pasa w dół marines Jake Sully (Sam Worthington). Wstępuje on, zamiast zmarłego brata, do projektu Avatar - syntetycznych odpowiedników Na′vi stworzonych z międzygatunkowej kombinacji DNA i kontrolowanych przez człowieka za pomocą umysłu. Pierwotnym celem projektu jest eksploracja dziewiczej i niedostępnej krainy oraz obcowanie z jej mieszkańcami, jednak szybko daje o sobie znać materialna potrzeba eksploatacji. Pułkownik Quaritch (Stephen Lang), współpracujący z firmą wydobywczą, postanawia zwerbować Sully'ego do rozpoznania terenu i wybadania czy autochtoni zechcą przenieść się z intratnego terenu. W miarę poznawania obcego środowiska, plemiennych obyczajów, rytuałów i wierzeń Na′vi, Jake zaczyna dostrzegać w nich coś więcej niż dzikich, niecywilizowanych, sześciometrowych tubylców, gotowych zabić bez wahania. Dzięki szkolącej go Neytiri (Zoë Saldana), poznaje dumny, sprawiedliwy i szlachetny lud, koegzystujący z siłami przyrody, wolny od wszechwładzy monetarnej. Obraz istot uznawanych za prymitywne objawia swoje wewnętrzne bogactwo wartości zapomnianych - współzależność z otoczeniem oraz, w konsekwencji, szacunek dla niego. Cameron stawia prostą opozycję zmechanizowanego, bezdusznego homo sapiens, który skolonizuje wszystko, z czego uzyska jakiś profit z przywiązaną do swojej ziemi (skupiającą sfery sacrum i profanum) i kultury rasą Na′vi.


To właśnie ten antropologiczny element Avatara jest najbardziej interesujący, zważywszy, że zastosowana technika 3D ukazuje pozaziemską cywilizację w sposób, jakiego jeszcze w kinie nie było (tym razem nie są to przechwałki speców od marketingu). Efekt 3D nie został tu wprowadzony w ramach efekciarskiego bajeru, lecz stanowi integralną część fabuły, pozwala wniknąć w przedstawione uniwersum, oddać się reżyserskiej wyobraźni - jest środkiem do osiągnięcia celu, nie odwrotnie. Wygląd Na′vi ani przez chwilę nie razi sztucznością, nie rodzi dystansu między tworem komputerów, a aktorem. Zasługa to nowej koncepcji nakładania efektów specjalnych, bezpośrednio z aktora na generowane elektronicznie modele. Interakcja avatarów z otoczeniem, lokalna fauna i flora czy miejsca obrzędów religijnych oddane z pietyzmem, idealnie wpisują się w obraz wykreowanego świata. Dbałość o detale dotyczy również leksyki Na′vi. Dzięki zatrudnieniu lingwisty, Paula R. Frommera, język którym posługują się mieszkańcy Pandory jest bardzo ciekawą mieszanką melodyjności plemion indiańskich z bazową strukturą gramatyczną podobną do mowy plemion afrykańskich.

Mniej pracy, niestety, poświęcono na scenariusz. Analogii w nim zawartych trudno nie kierować na kwestie polityczne (ekspansja USA na Irak; minerał = ropa) czy proekologiczne (z czego niektórzy recenzenci, z niezrozumiałych dla mnie powodów, czynią zarzut) - niepotrzebnie z przewagą dla tych pierwszych. Jest czasem na bakier z logiką, są sceny, w których bohaterowie zamiast gadać, mogliby pomilczeć i szkoda, że nie rozwinięto w pełni wątku badań naukowych oraz zgłębienia mentalności kolonizowanej nacji. W dość jednoznaczny sposób zbudowana jest też konstrukcja postaci. Pułkownik Quaritch przypomina smoliście czarny, groteskowy charakter rodem z kina akcji lat 80., Sully to chłopak o złotym sercu i nawet jeżeli zbłądzi to szybko wraca na prawidłową ścieżkę, a Neytiri to twarda kobieta, którą można zdobyć czynem, a nie słodkimi słówkami. Zresztą intryga poprzetykana jest serią motywów przewijających się przez twórczość Camerona - obca planeta, pozaziemska cywilizacja, pracownik korporacji pozbawiony sumienia, wojskowi jako bezrozumna siła, no i miłość (pozornie) niemożliwa. Tym razem jego talent wystarczył, by przy użyciu tych samych z grubsza sztuczek spleść angażującą opowieść, ale następnym razem może się to już nie udać.


Mimo powyższych wad, Avatar wygrywa zawartą w sobie miłością do kina jako cudownego wynalazku, przenoszącego nas do niedostępnych światów, fundującego nam niesamowite przeżycia i pochłaniającego bez reszty. Tak, to zdecydowanie film, który należy odbierać sercem, a nie rozumem.

Sebastian Pytel, FilmNews




Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka