Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Kick-Ass
7 czerwca 2010



Produkcja: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2010
Gatunek: Akcja, komedia
Reżyseria: Matthew Vaughn
Scenariusz: Matthew Vaughn, Jane Goldman





Mit superbohatera zakorzeniony jest w popkulturze tak silnie, że Batman, Spider-Man czy Superman to niemal jej synonimy. O byciu superbohaterem marzy chyba każdy nastolatek, szukając w kartach komiksu odskoczni od statycznej codzienności. Podobnie jak Dave Lizewski (Aaron Johnson), jednak z tą różnicą, że ów fan graphic novels postanawia jednym z nich zostać. Kupuje, więc przez internet obciachowy kostium i zaczyna trening. "Bez mocy nie ma odpowiedzialności" jak mawia (parafrazując Spider-Mana), więc dość szybko pakuje się w duże kłopoty związane z lokalnymi gangsterami pod wodzą bezwzględnego Franka D'Amico (przezabawny Mark Strong). Nieoczekiwanie zyskuje równie pokręconych jak on sojuszników...


Wyłożę od razu - Kick-Ass to film zrobiony bez kompromisów, pełen przemocy i wulgaryzmów (nakręcony tylko i wyłącznie z myślą o dorosłych odbiorcach), z ciętym, cynicznym i przewrotnym poczuciem humoru, skierowany bezpośrednio do fanów komiksu. Świetnie napisane dialogi (salwy śmiechu gwarantowane), orgiastyczne sceny akcji a′ la Ritchie i Tarantino (szczególnie pierwsze wejście Hit Girl) i mnóstwo pośrednich i bezpośrednich odniesień do komiksowego uniwersum. Zrealizowany w krwawo-kiczowatej konwencji w pełni realizuje plan hardcorowej rozgrywki. Z zaznaczeniem, że ktoś taką konwencję akceptuje. W przeciwnym razie stężenie przemocy serwowane i doświadczane przez jedenastolatkę, może zniesmaczyć lub odrzucić. Wszystko zależy od granicy umowności jaką jest się w stanie zaakceptować.


Jednak chyba każdy doceni przemianę Nicolasa Cage′a, który przestał w końcu obnosić się z miną chrześcijańskiego męczennika i wziął rolę za bary, obdarzając Big Daddy′ego odpowiednim ładunkiem ironii i mentalnego niezrównoważenia. Nie zawaham się napisać nawet, że jest to powrót z aktorskiego niebytu na miarę Johna Travolty w Pulp Fiction. Jakby tego było mało, niemal do perfekcji dopracowano stronę wizualną - mroczne, wycyzelowane zdjęcia znakomicie kontrastują z campową stylistyką, a trafny dobór utworów muzycznych bierze wizerunek superherosów w podwójny cudzysłów. Szkoda tylko, że w paru momentach Vaughn niepotrzebnie uderza w zbyt poważne tony i choć szybko kontruje je pikantnymi żartami, przeważnie nie pasuje to do charakteru opowieści. Ale na szczęście przez zdecydowaną większość czasu na ekranie rządzi inteligentna zgrywa pod batutą reżysera, który miał pomysł na przetworzenie materiału bazowego z szacunkiem dla oryginału (autorstwa Marka Millera) i nie mizdrzył się do szerokiej widowni. Szukając określenia Kick-Ass na myśl przychodzi jedno słowo: zajebisty.

Sebastian Pytel, FilmNews





Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka