Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Skyline
4 lutego 2011



Produkcja: USA
Rok produkcji: 2010
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: Colin i Greg Strause
Scenariusz: Liam O'Donnell, Joshua Cordes





Nad Los Angeles pojawiają się dziwne, zimno niebieskie światła. Po wschodzie słońca nasilają się, wyciągając ludzi na zewnątrz budynków, którzy lecą do nich, przyciągani nieznaną siłą. Z godziny na godzinę populacja Los Angeles zaczyna znikać we wnętrzach przerażających, latających obiektów, które metodycznie penetrują miasto w poszukiwaniu ukrywających się ludzi. Teraz tylko pierwotny instynkt przetrwania może pomóc umknąć tysiącom gigantycznych stworów, które nawiedziły miasto w poszukiwaniu ludzi. Obcy o różnych dziwacznych kształtach wydają się być niezniszczalni.


Bracia Strause jak dotąd zbyt wielkich sukcesów reżyserskich nie osiągnęli. Przed "Skyline" spłodzili tylko "Obcego kontra Predatora 2" więc chwalić się raczej nie ma czym. Tym razem panowie zabrali się za futurystyczną (ich zdaniem) wizję początków końca Ziemi i totalnej zagłady ludzkości. Na naszą planetę zlatują niewiadomego pochodzenia obiekty latające które zasysają do wnętrza swoich statków nieszczęśników spotkanych na swojej drodze. A po co to robią i na co to im potrzebne nie ma najmniejszego znaczenia, grunt żeby rozpierducha była jak należy a grupa śmiałków miała co robić przez półtorej godziny. Skojarzenia z takimi hitami jak "Dzień Niepodległości", "Wojna Światów" czy "Transformers" będą jak najbardziej na miejscu ponieważ twórcy oparli film dokładnie na tych samych schematach. O ile jednak w wymienionych wcześniej filmach fabuła grała jakąś rolę a gdy jej brakowało nadrabiano znakomitymi efektami specjalnymi o tyle w "Skyline" od pierwszych minut wszystko sypie się w gruz razem z budynkami Los Angeles. Dosyć słabe jak na dzisiejsze możliwości efekty wizualne można usprawiedliwić niewysokim budżetem jaki na produkcję został przeznaczony ale braku jakiegokolwiek sensu, dramaturgii czy logiki tłumaczyć nie mam zamiaru. Tym bardziej że jak pokazał film "Dystrykt 9" bez gigantycznych pieniędzy można zrobić widowiskowe a do tego rozsądne i inteligentne kino. W tym wypadku nic ze sobą nie idzie w parze no chyba że przeciętność i naiwność. Nikt tutaj nie stawia żadnych pytań dlatego też nikt na nie nie odpowiada ani odpowiedzi nie szuka. Wszystko dzieje się tak bezpłciowo i obojętnie że aż trudno uwierzyć że t gatunek kina może być tak zimny i wypłowiały jeżeli chodzi o emocje. Komuś kto zapewne spędził nad komputerem wiele długich dni udało się zaledwie kilka efektów i ujęć jednak w obliczu fabularnej pustyni i aktorskiej miernoty wszystko ginie w natłoku wybuchów, strzałów i świateł. Rzadko mi się zdarza abym nie mógł przebrnąć przez film. Czasem nawet w tych najsłabszych produkcjach znajdzie się coś co pozwala doczekać do napisów końcowych. "Skyline" nie chciałbym już oglądać po raz drugi i z pewnością tego nie zrobię. Nie ma w nim bowiem nic co skłoniłoby mnie abym ponownie zmierzył się z produkcją na poziomie "prawdziwych historii" nakręconych o byle czym i byle jak.


Po raz kolejny przekonałem się, że im większe nadzieje i oczekiwania tym większy zawód a prędzej niż kosmici zabiją nas filmowcy. Skyline nie ma nawet najmniejszej szansy aby zbliżyć się do produkcji o podobnej tematyce. Najzwyczajniej w świecie na to nie zasłużył.


Marcin Kawa, FilmNews



Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka