Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Jestem numerem cztery
27 czerwca 2011




Produkcja: USA
Rok produkcji: 2011
Gatunek: Przygodowy, Sci-fi
Reżyseria: D.J. Caruso
Scenariusz: Alfred Gough





John Smith to pozornie zwyczajny młody mieszkaniec jednego z miasteczek w USA. W rzeczywistości jest jednak uciekinierem z pogrążonej w wojnie planety Lorien, który na Ziemi szuka schronienia. Trafia do cichego miasteczka w Ohio. Tu spotyka Sarę Hart, dziewczynę miejscowej gwiazdy footballu. Rodzi się między nimi uczucie. Wkrótce jednak John i jego szkolna miłość znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Okazuje się, że John jest jednym z dziewięciu uciekinierów z tajemniczej, unicestwionej planety, ściganych przez bezlitosnego wroga. Numer Jeden, Dwa i Trzy już nie żyją. Teraz kolej na Numer Cztery. By ocalić skórę, John będzie musiał użyć swych niezwykłych mocy i zjednoczyć siły z pozostałymi zbiegami.


Amerykanie potrafią robić kino rozrywkowe dla młodych widzów. I ktokolwiek próbowałbym temu zaprzeczyć racji mieć nie będzie. Można je krytykować, można wyliczać słabsze i lepsze strony, dyskutować ale zaprzeczyć mu nie może nikt. To kino istnieje i w zupełności spełnia swoją rolę. Bawi mnie gdy ktoś pisze, że takie głupie, że takie płytkie, że takie infantylne. Może i po części takie jest ale niech rzuci w takie kino kamieniem kto w wieku kilkunastu lat zaczynał od Felliniego, Almodovara i Antonioniego. Chwała temu kto przygodę z kinem rozpoczyna od "Obywatela Kane'a", "La Strady" czy "Ziemi obiecanej" ale niech nikt nie neguje prostego, lekkiego i widowiskowego filmu dla nastolatków. Tym bardziej kiedy nakręcony jest na niezłym poziomie. Tak właśnie jest w przypadku "Jestem numerem cztery". To szalenie młodzieżowy film, który zawiera tematy bliskie właśnie im: problemy dojrzewania, brak akceptacji, pierwsza miłość, a wszystko opakowane w ciekawą formę. Dla starych pryków to już nie temat do dyskusji i nie ma się co temu dziwić ale też nie jest to powód aby mieszać film z gównem. Jest tutaj wszystko czego target mógłby sobie zażyczyć: śliczni, młodzi, zakochani, wartka akcja, niezłe efekty specjalne i wizualne, dobra muzyka no i oczywiście romantyczna historia. I niech nikogo nie zmyli, że to jakieś wybitne dzieło science fiction, to po prostu solidna rozrywka ku uciesze dla młodych i ku odprężeniu dla starszych. Zdaje egzamin w tym zakresie więc czego można więcej chcieć? Że aktorstwo drewniane? Że fabuła bajkowa? Że tempo nierówne? Racja, racja i co z tego? Wizualnie wszystko jest bez zarzutu, akcji nie brakuje i to Wam zaręczam. Dzieje się dużo a fabuła mimo że naciągana i chwilami dziurawa jak ser to i tak nie przeszkadza się jej poddać i najzwyczajniej w świecie się wyluzować. Niczego więcej oczekiwać nie można ale też nikt nam przecież więcej nie obiecywał.


"Jestem numerem cztery" to kino tylko i wyłącznie rozrywkowe i tak właśnie trzeba je traktować. Jeżeli ktoś liczy na jakiś przełom albo artyzm będzie rozczarowany. Kto chce się tylko dobrze i niezobowiązująco bawić obejrzy z ciekawością do końca.

Marcin Kawa, FilmNews



Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka