Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Koncert Avalanche w Rzeszowie...
24 kwietnia 2006



Po piątkowym (21.04) koncercie zespołu "Avalanche" w rzeszowskim klubie Rejs można śmiało powiedzieć, że kondycja polskiej sceny rockowej - wbrew obiegowym opiniom - ma się całkiem nieźle. Zobacz relacje z koncertu i zdjęcia...

Koncert - jak się można było spodziewać - rozpoczął się z prawie godzinnym opóźnieniem. Pierwszy na scenie pojawił się, zaczynając od mocnego uderzenia, rzeszowski zespół "Amok".



Kapela został owacyjnie przyjęta przez publiczność, którą notabene w większości stanowili bliżsi lub dalsi znajomi muzyków. W półgodzinnym występie zagrali kilka własnych kompozycji, serwując dawkę ostrego grania. Szczególne poruszenie wśród publiczności wywołał utwór "Gierek", zagrany powtórnie na zakończenie występu. Amok nie zaprezentował jednak - jak mogłaby sugerować nazwa zespołu - dzikiego i otępiającego bezładu hardcorowych dźwięków. Mimo bardzo mocnych gitarowych riffów i charakterystycznego wokalu, dla tego gatunku muzycznego, można w ich utworach odnaleźć dozę harmonijnych rytmów, co sprawia, że jest to muzyka nie tylko dla radykalnych amatorów ciężkiego grania.

Po krótkiej przerwie, scenę we władanie przejęli nagrodzeni na ubiegłorocznym koncercie debiutów w Opolu członkowie formacji "Avalanche". W kameralnej sali Rejsu zagościły nieco łagodniejsze klimaty, co chyba "wystraszyło" zagorzałych fanów "Amoku". Mimo, że część publiczności opuściła miejsce koncertu, to jednak niezrażeni tym faktem muzycy zaprezentowali sporą dawkę swoich umiejętności. Z głośników popłynęły melodyjne gitarowe dźwięki, w których można się doszukać wpływów brytyjskiego rocka, o czym mówią zresztą sami artyści, przyznając, że czerpią inspirację z twórczości tak znanych kapel jak Oasis, Blur czy Radiohead. I mimo, że słuchając ich można odnieść wrażenie, że wciąż poszukują własnego, niepowtarzalnego stylu, to jednak już teraz mogą stanowić bardzo ciekawą propozycję dla tej części publiczności, która szuka zgrabnego połączenia nastrojowych kompozycji z mocnym gitarowym brzmieniem.



Podczas ponadgodzinnego występu, mogliśmy usłyszeć kilkanaście utworów, wśród których znalazły się m.in. "Kim jestem", "Alicja", nagrodzony w Opolu nastrojowy numer "W myślach", znana już ze stacji radiowych "Obojętność", czy prowokujący do refleksji "Żołnierze". Mocną stroną "Avalanche", są teksty ich piosenek. Pisane przez Bartka Słatyńskiego, stanowią niebanalne i refleksyjne spojrzenie na rzeczywistość, czasem przytłaczającą, czasem karmiącą nas nadzieją.



Ukazują ludzkie dylematy i rozterki, ale nie ma w nich tak drażniącej niekiedy pretensjonalności. Z tekstami idealnie współgrają starannie i profesjonalnie dopracowane aranżacje, co sprawia, że już dziś - na początku ich muzycznej drogi - można zaryzykować twierdzenie, że mamy do czynienia z jednym z najbardziej obiecujących rockowych zespołów w kraju. Wszystkie te atuty jednak, nie miałyby tak pozytywnego wydźwięku, gdyby nie wokal wspomnianego już wcześniej Bartka Słatyńskiego. Głęboki, mocny, "kipiący emocjami" głos potrafi zaczarować publiczność, co chyba najlepiej odczuła jej żeńska część.



Oglądając występ grupy nasunęło nam się jeszcze jedno - może banalne - spostrzeżenie. Oni po prostu kochają grać, a to sprawia, że z dziecinną łatwością mogą przemycić w kierunku publiczności emocjonalny przekaz swoich utworów. Na bis grupa zagrała m.in. utwór anglojęzyczny, co stanowiło chyba jedyny zgrzyt podczas ich występu. Ze sceny na moment uleciała naturalność zmącona zmaganiami wokalisty z tekstem.



Reasumując, warto było wybrać się do Rejsu. Szkoda, że tak mało osób to uczyniło, ale trzeba to chyba tłumaczyć faktem mniejszej obecności zespołu w mediach, tym bardziej zespołu dopiero starającego się wyrobić sobie markę i nie mającego na koncie wydanej płyty. Jednak występ taki jak ten, będący zresztą częścią większej trasy, powinien sprawić, że gdy muzycy ponownie zagoszczą w Rzeszowie, będą mogli liczyć na zdecydowanie większą frekwencję. "Avalanche" (ang. avalanche - lawina), są na dobrej drodze, by lawinę dźwięku, którą serwują na swoich koncertach poszerzyć o lawinę popularności.

Relacjonowali: Damian Pasieka i Tomasz Sanecki
foto: Ryszard Kocaj

ZOBACZ WYWIAD Z AVALANCHE




Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka
napisał(a): ~Aqua
Koncert byl swietny i naprawde warto bylo posluchac tych grup, przyznaje mnie sila kumpela wyciagnela na ta impreze ale wcale nie zaluje :) mam nadzieje ze nikt sie nie pogniewa za to stwierdzenie ale muzyka "Avalanche" skojarzyla mi sie z 'Myslovitz'. Maja nieco podobny styl/brzmienie i jezeli komus spodobalo sie jedno i drugie nie powinno zrazic do muzyki:) zachecam jak co do poslucania:) pozdro :D
napisał(a): ~Riel
Koncert Avalanche był bardzo dobry i choć nie mogłam zostać do jego końca, to jednak sądze, że chłopcy dali z siebie wszystko :) Oczywiście nie mozna zapomnieć o Amoku, który rozbudził większość widownii czekajacej ponad godzine na pierwszy dzwięk gitary. Zrobili to rewelacyjnie wspomnianym już utworem "Gierek", który zresztą łatwo "wpada w ucho" :) Ogólnie mówiąc spędziłam miło te kilka godzin w Rejsie i najchętniej jeszcze raz wybrałabym się na podobny koncert. Pozdrawiam
napisał(a): ~Magda
Koncert był świetny:) A Walkin bardzo mi się podobało:)
napisał(a): ~ewuczi
hello sama nie moglam byc w Rejsie i bardzo tego zaluje jestem fanka obu zespolow jak i Amok tak i Avalanche sa poprostu zespolami z "wyzszej polki" mam nadzieje ze za niedlugo zespoly znow zagraja razem.
napisał(a): ~Mad Kate
Hieh hieh... "wystraszyło zagorzałych fanów Amoku" ładnie zostało to napisane ;) ale prawde mówiąc to wszyscy fani poszli na impreze po koncertową... ;) i to pewnie dlatego pod scena zostały tylko wierne fanki bądź fani Avalanche ;D Ale wszystko pięknie wyszło... :]