Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

John Rambo
6 marca 2008


Produkcja: USA, Niemcy
Rok produkcji: 2008
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Sylvester Stallone
Scenariusz: Jeb Stuart, Art Monterastelli






John Rambo prowadzi spokojne życie w okolicach Bangkoku, gdzie pracuje przy starych łodziach. Pewnego dnia grupa chrześcijańskich misjonarzy zwraca się do niego z prośbą o przewiezienie ich do Birmy. Rambo zgadza się i przewozi ich na drugi brzeg rzeki. Wkrótce po dotarciu na miejsce misjonarze wpadają w ręce zbuntowanych żołnierzy pod wodzą sadystycznego majora Pa Tee Tint. John Rambo na wieść o porwaniu decyduje się uwolnić misjonarzy i tym samym zaryzykować życie w jednej z najniebezpieczniejszych misji, jakie zdarzyło mu się wykonać.


20 lat minęło jak jeden dzień i znów jest z nami. Rambo, postać dziś już kultowa wraca na duże ekrany. Czy to dobrze, czy to źle? Nie wiadomo, pewnym jest natomiast, że fani serii podzielili się na 2 obozy. Jedni bili brawo i z radością przyjęli informacje o powstaniu filmu, inni byli bardziej sceptyczni i bali się oglądać, bądź co bądź 62-letniego wietnamskiego weterana w akcji. Tak czy owak wszyscy na niego czekali. Poprzeczka ustawiona była bardzo wysoko, gdyż poprzednie części stały się klasykami, a postać Rambo i jej odtwórca Sylvester Stallone na zawsze zapisali się w świadomości milionów widzów na całym świecie. Jedno co zrobiono dobrze, to że nie zdecydowano się "przeskoczyć" legendy. Trylogia wraz ze wszystkimi wydarzeniami, wątkami i wspomnieniami Johna Rambo stworzyła jedną całość, którą dziś ogląda się w kategoriach zjawiska. Najnowsza część musiała być inna. Główny bohater jest 20 lat starszy, łowi ryby, łapie węże, jednym słowem żyje sobie cicho i spokojnie. Wydaje się, że demony przeszłości już dawno za nim. Wszystko zmienia się kiedy grupka przypadkowo poznanych ludzi wpada w tarapaty. Rambo wyrusza im na odsiecz do Birmy, a to co się dzieje później to krwawa jatka do kwadratu. Nie przesadzam. Magazyn FILM pokusił się o statystykę "działalności" Rambo i okazało się, że w najnowszej odsłonie zabił on 83 typków (o 5 więcej niż w części trzeciej i aż o ...82 więcej niż w części pierwszej). Suma zabitych ogółem zamknęła się ponoć w liczbie 236 trupów co daje 2,59 trupa na minute filmu. Bilans oszałamiający. Dla jednych to ogromna zaleta dla innych główna wada. Jakość poszła w ilość - przeczytałem na jednym z portali. A kiedy tak naprawdę w Rambo chodziło o jakość ? Każda z części jest w takim samym stopniu straszna jak i śmieszna. Ten produkt zawsze był odrobinę kiczowaty. No weźmy chociaż pod uwagę zdolności i pomysłowość głównego bohatera. Momentami nawet McGywer wysiada. Armata z krawata. Ale czy nie o to chodziło ? Cykl miał swój klimat i swoją estetykę. Czwórka całkiem sprawnie się w nią wpisuje. Oczywiste, że starzejący się gwiazdor nie mógł już w takim stopniu jak kiedyś prężyć muskuł, i przez 2 godziny wylewać z siebie siódmych potów. Nie zmienia to jednak faktu, że film jest bardzo widowiskowy, chwilami wręcz do granic możliwości. Przegięć, przerysowań i kiczu nie ma więcej niż w poprzednich częściach serii. Sceny akcji zrealizowane są naprawdę sprawnie, a to przecież w tym filmie najważniejsze. Można się czepiać, że wendeta tym razem jest nieco naciągana i niejasna, ale po co ? Jak się chce uderzyć psa to się i kamień znajdzie. Rambo to Rambo - trup ściele się gęsto a nasz bohater znów zwycięża. Faktycznie jest kilka scen zrealizowanych z przesadą np. ponad pięciominutowa birmańska masakra karabinem maszynowym, czy detonacja starej bomby w sercu dżungli....no ale cóż. Fani na pewno do masakry są przyzwyczajeni a na randkę wybiera się raczej inne filmy.


Pomijając chwile przesady i słaby scenariusz, John Rambo to naprawdę sprawnie i efektownie zrealizowany film akcji, który całej serii hańby nie przynosi.

Marcin Kawa, FilmNews





Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka