Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Piła 5
2 marca 2009



Produkcja: USA
Rok produkcji: 2008
Gatunek: Horror
Reżyseria: Patrick Melton, Marcus Dunstam
Scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade




Hoffman to ostatnia osoba, która przeżyła upiorną grę Jigsawa. W rzeczywistości to właśnie on kontynuuje plan Pana Układanki... Na trop tej przerażającej prawdy wpada agent Strahm i to on na własną rękę próbuje rozszyfrować historię znajomości Hoffmana i Jigsawa oraz doprowadzić tego pierwszego przed oblicze sprawiedliwości. Pytanie tylko czy zdąży i poradzi sobie z koszmarnymi pomysłami naśladowcy.


Ta krwawa, masochistyczna historia skończyła się już właściwie po pierwszych dwóch częściach. Miały one jeszcze formę sprawnego, silnego i zdecydowanego na wszystko psychopatycznego mordercy. Na przestrzeni lat tracił on jednak wigor i dziś jest już staruszkiem, który powłóczy nogami ciągnąc za sobą ślady wyblakłej krwi. Nie ma siły widowiskowo kogoś zabić, nie ma siły nas przerazić ani co najgorsze nawet zainteresować. Wiadomo, że Piła u zarania swoich dziejów miała wielkie złote cycki i dawała mnóstwo bardzo cennego mleka. To chyba jedyny powód dla którego kręci się kolejne odcinki. Producenci dojąc nadstawiają języki aby złapać ostatnie krople tego mleka. Ostatnie dolary jakie jeszcze można z tej krowy wycisnąć. Nic bowiem innego według mnie nie usprawiedliwia kręcenia po raz kolejny tego samego filmu, na tych samych zasadach i znów bez żadnego celu. Nic się właściwie nie zmienia. Jigsaw dawno już nie żyje (mimo to odtwarzający jego postać Tobin Bell nadal ma ciepłą posadkę w filmie) co już samo w sobie wyczerpało formułę opowieści. Od jakiegoś czasu mamy do czynienia tylko i wyłącznie z jego naśladowcami, którzy z oporem lub zdecydowanie łatwiej dali się przekonać do współpracy kosztem ochrony swojego życia. Jaki jest sens tłuczenia tego tematu? Przecież tych naśladowców może być nieskończenie wiele (nie daj Boże żeby producenci myśleli tak samo), mogą oni w najlepsze mordować wymyślając coraz to nowe narzędzia tortur... i co z tego? Po co? Dla kogo? Żeby to jeszcze miało jakąś formę, jakiś klimat, jakość. Ale nic z tego. W tym filmie nie ma już właściwie czego chwalić. Ktoś wynalazł jakiegoś skostniałego reżysera-amatora, który chyba myślał że kręci film z wesela a nawet jeżeli tak nie myślał to na pewno był na ostrej bani, podobnie autorzy zdjęć i scenariusza. Dialogi są tak skopane, że chwilami zastanawiałem się czy autorzy W-11 nie są przypadkiem prawdziwymi artystami. Nie będę pisał o obsadzie bo to się zupełnie mija z celem. Więcej życia i prawdy jest w manekinach w pierwszej lepszej witrynie sklepowej.


Żal tego słuchać, żal na to patrzeć i w ogóle żal mi ludzi którzy to musieli sklecić. Niestety dopóki zysk będzie przewyższał wydatki na ten chłam będziemy dalej piłowani na biletach i nurzani w głupocie i filmowej beznadziei. Piła jest już tempa do granic możliwości, a ktoś nadal postawił sobie za cel żeby nas nią chlastać. Fuj.


Marcin Kawa, FilmNews





Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka