Kultura.rze.pl

Wydarzenia:
- Dziś: 0
- Najbiższe 7 dni: 0
- W weekend: 0

Kac Vegas
25 września 2009



Produkcja: USA, Niemcy
Rok produkcji: 2009
Gatunek: Komedia
Reżyseria: Todd Phillips
Scenariusz: Scott Moore, Jon Lucas






Czterech dobrych kumpli wyrusza na wieczór kawalerski do Las Vegas. Następnego ranka dopada ich kac-gigant, przyszły pan młody znika, a pozostali nie pamiętają, co się stało. Wyruszając na poszukiwanie kolegi, odkrywają, że jeden z nich poślubił striptizerkę, drugi miał doświadczenie homoseksualne, a wszystkich czterech ściga lichwiarz - bandyta.


To co może się zdarzyć w Ameryce nie zdarzy się nigdzie indziej na świecie. No chyba, że przeżyliście wieczór kawalerski po którym zaginął przyszły pan młody, ktoś stracił ząb, w pokoju płakało czyjeś dziecko, przed domem zaparkowaliście radiowóz a w łazience polował tygrys. Jeżeli tak to gratuluje bujnego życia towarzyskiego. Wszystkie opisane wyżej sytuacje przydarzyły się czwórce kumpli, którzy wyruszyli do Las Vegas aby uczcić wieczór kawalerski jednego z nich. Następnego dnia okazuje się, że impreza delikatnie mówiąc wymknęła się spod kontroli, a ekipa generalnie nie pamięta nic. Zdarzają się i takie imprezy ale kiedy w grę wchodzi ślub jednego z kumpli to żarty się kończy....albo właśnie się zaczynają. Taką właśnie sytuację wyjściową dla swojego filmu uczynił Todd Phillips. To co się przydarzyło tym czterem nieporadnym chłopakom powinno być kopalnią gagów, i bawiących do łez sytuacji. Niestety reżyser, który wielkich osiągnięć na swoim koncie nie ma za grosz nie potrafił tak zwariowanej historii w równie zwariowany sposób poprowadzić. Już pomijam i nie czepiam się tych wszystkich żartów o wydzielinach, spermie, seksie analnym, rzucaniu się zużytym kondomem bo i to uzasadnione potrafi być zabawne. W tym przypadku niestety cały scenariusz jest słaby. Film zrobił za oceanem zawrotną karierę i teraz poważnie zastanawiam się dlaczego? Na palcach dwóch rąk można policzyć naprawdę zabawne sytuacje. Nie wspomnę o dialogach bo na nich nie zaśmiałem się ani raz. Nie wierzcie że jestem aż takim ponurakiem. Nie jestem. Tam po prostu nie za bardzo jest się z czego śmiać. Historia niosła ze sobą naprawdę potężny potencjał na szaloną komedię. I pomysły faktycznie były szalone ale ich uzasadnienie w filmie tak błahe i tak naciągane, że od razu traciły swoją siłę. Oprócz ogólnego pomysłu na film twórcy nie mieli żadnych pomysłów na zawiązanie fabuły w zgrabną i zabawną całość. Zakończenie rozczarowuje tak samo jak reszta. Słabość scenariusza tuszuje się tutaj popularną muzyką, wpuszcza na plan Mike'a Tysona, a wszystko po to, żeby widz po wyjściu z kina powiedział: Wow! Ostra jazda! I może faktycznie by była gdyby ktoś w stalowym mercedesie nie zapomniał spuścić ręcznego hamulca.


Nic nowego, nić świeżego. Ot, kolejna amerykańska komedia o wszystkim i o niczym. Ja bawiłem się raczej marnie bo ileż można śmiać się z tych samych dowcipów. Do tego wszystkiego teraz mam niedosyt i kaca. Moralnego. Chyba czas zabić klina.

Marcin Kawa, FilmNews





Nick
Treść komentarza
Wpisz ciąg znaków z poniższego obrazka
Kod obrazka